(Aktualizacja: CZERWIEC 2017)

 

Julian Tuwim

 

DZIURAWIĄC NIEBO...

 

        Leopoldowi Staffowi w dowód serdecznej

                                i zawsze żywej przyjaźni

 

Dziurawiąc niebo wściekłym wzrokiem,

Nogami kopiąc pijany glob,

Zataczam się olbrzymim krokiem,

Żeglując pod wydęty strop.

 

Przypłyną do mnie wielkie wody,

Porwą mnie w podróż, w straszny bieg,

W zielone gody i przygody

Korytem rozjuszonych rzek.

 

Gdy wyląduję, będzie lato,

Kleisty, roztopiony skwar,

Zgniecioną łąką, jako szmatą,

Z gorącej twarzy zetrę żar.

 

Wicher mi borem w oczy śmignie

I wleje w gardło złoty śpiew!

Zdrowie się we mnie z krzykiem dźwignie,

Zagalopuje ciemna krew!

 

Z życiem, niedbale przerzuconym

Przez ramię, jak zwierzęca sierść,

Utopię w niebie rozkwawionym

Moją wrzeszczącą ostrą śmierć.

 

Wrócę czerwony i szalony,

Jak głodny pies śród świeżych ścierw!

Jak okrzyk igły rozżarzonej,

Gdy w obnażony trafi nerw!

 

Świat mi pod ciało się położy,

Jako pod topór kawał pnia,

I sen mój będzie, jak sen Boży

W wigilię pierwotnego dnia.