(Aktualizacja: PAŹDZIERNIK 2017)

 

Julian Tuwim

SYMFONIA O SOBIE 

1

Maestoso

 

Hej – – –! Wiatr – wiatr – wiatr –

Hej – – –! Dmie – dmie – dmie –

Dmie prosto w twarz,

Wieje, wionie, owiewa,

Jak prąd ożywczy zalewa,

Orzeźwia, ochładza, jak fale,

Wiatr – wiatr – wiatr –

 

Idzie człowiek naprzeciw wiatrowi,

Idzie młody po szumnej ulicy,

Zdjął kapelusz i idzie swobodnie,

Idzie człowiek naprzeciw wiatrowi,

Śród miliarda  „człowieków” – jedyny,

Bowiem imię ma swoje i wygląd

I nikt w świecie nie jest taki sam!

A na imię ma ten młody Julian,

A po ojcu i po dziadach Tuwim,

Więc to on jest, on, a nie kto inny!

Duże kroki robi, kroki pewne,

Czuje zgięcia lekkie w nóg przegubach,

Lewą rękę wcisnął do kieszeni,

Prawą ręką trzyma kij drewniany,

I opiera się na twardym kiju,

I tak idzie, idzie sobie naprzód,

I rozwiewa mu wiatr ciemne włosy

I do siebie się ten młody śmieje,

Że tak idzie, idzie sobie naprzód,

Że tak dmie mu w twarz rozweseloną

Wiatr – wiatr – wiatr...

 

A jak naprzód iść – to jest daleko,

To jest cudnie i straszliwie mocno,

Bo dal dalą w bezkres się wydłuża

I jest prosto, kędy się krok zwróci.

A nie będzie ów Młody szedł kołem,

Bowiem w linii sobie upodobał,

W linii prostej, tyrańsko logicznej,

W linii szybkiej, w bezcielesnej linii,

Co się rusza, bo Młody się rusza,

I posuwa się mądrze, genialnie!

 

A nie zapędź się, Młody, nie zapędź!

A poczekaj i rozważ, co czynisz...

A posłuchaj-że śmiechu swojego,

Jaki dziwny jest, jaki bezbrzeżny,

Jak się w tobie gromadnie potęży,

Jak zalewa ci duszę szaloną,

Jak zaczyna się stężać kamiennie,

Jak gruchoce, jak sypie diamenty,

Jak bezładnie się w tobie szamoce,

Jak pijany, zatacza się w tobie,

Skacze, szumne wyprawia brewerie,

Jak się łkaniem co chwila zanosi,

Jak ci oczy smętnieją, gdy idziesz,

Jak się boisz już śmiechu swojego,

Kroku zwalniasz, ty Młody, zawzięty,

I przystajesz, za serce się chwytasz,

I oddychasz, zmęczony, i patrzysz,

Jak ucieka dal twoja bezmierna...

 

I faluje ci pierś niespokojna,

I tęsknota cię wielka ogarnia,

I powoli, powoli, powoli,

Coraz głębiej, serdeczniej, swoiściej,

Pieśń się budzi w twej duszy, o Młody!

Jak kościelna podniosła melodia,

Pieśń powstaje wspaniała i smutna,

Pieśń o smutku kosmicznym, prastarym...

 

I wróżebne melodie załkały:

Nieukojne, głębokie, ogromne...

 

2

Andante

 

I kędyż ty go prowadzisz,

Droga daleka?

I czym go cieszysz, radujesz,

Drogo strzelista?

Ach, w owej dali ogromnej

Nikt nań nie czeka,

Chyba ta jaśń porankowa:

Cicha i czysta.

 

I cóż mu, drogo, odpowiesz

Na skargę żalną?

I czym go, drogo, pocieszysz

W smutnym powrocie?

Nie wyjdzie nikt na spotkanie

Z pieśnią witalną,

Jeno się trawy pochylą

W wielkiej tęsknocie.

 

A kiedy wróci, strapiony,

Z boleścią srogą,

Może się będzie oglądał,

Czy kto nie czeka!

Ach, czym go wtedy pocieszysz,

Strzelista drogo?

Ach, cóż mu wtedy odpowiesz,

Drogo daleka?