(Aktualizacja: STYCZEŃ 2018)

 

Julian Tuwim


ZABAWA

 

Niedziela. Rżnie kapela - i kapral żandarmerii

W mosiądzu hucznej trąby świąteczne oczy utkwił.

Godzinę temu wygrał barana na loterii,

Zmęczony owacjami, czerwony jest od wódki.

 

Łechczywe arcybydlę, dziewica przeraźliwa,

Na brzeżku krzesła skromnie stęsknionym zadem siadłszy,

Kryguje się w chichotach, gdy na barana patrzy,

I chlupie swą "chierbatę" po czterech kuflach piwa.

 

Pstry gulasz ciał rozgrzanych kotłuje w garnku skwaru

I trąba, trąba, trąba, metalem wrzasku wzdęta,

Wdziera się rozjarzona, jak strażak w dom pożaru,

W bezwstydne, robaczywe, gorące ścierwo święta.

 

A baran, przywiązany postronkiem do stolika,

Drażniony i klepany, żałobnie cienko beczy

I czuje na podgardlu blask trąby ostrym mieczem,

A kapral szkarłatnieje jak krwawy kark rzeźnika.