(Aktualizacja: LIPIEC 2018)

 

Julian Tuwim

 

PSY

 

Warcząc, długo łaziłem chodem sobaczym,

Nastroszony, mrukliwy i zły,

Aż wyszedłem przed dom, zaszczekałem z rozpaczy,

I odezwały się moje psy.

 

Najpierw zawył czarny kundel u sąsiada

Boleściwym wyciem niemych słów,

I już słyszę, jak ochryple ujada

Chór ogromny obudzonych psów.

 

Nie skradają się złodzieje po nocy,

Czemu rwiecie się z łańcuchów i bud?

To tylko człowiek krzyczy pomocy,

Człowiek zapatrzony w straszny cud.

 

Na czworakach u progu domu

Gwiazdom płaczę, jak wy, jak wy,

Że powiedzieć, wytłumaczyć nie ma komu,

Jak cierpimy, nocni ludzie, smutne psy.

 

Nie wyjemy ani z chłodu, ani z głodu,

Lecz że księżyc martwą płachtą na nas spadł

I z rozpaczy o tę srebrną głąb ogrodu,

O tę ciszę niepojętą, o ten świat.

 

Ach, do kogo w tej tęsknocie, do kogo

Przerażone zadarliśmy łby?

Psy parszywe odpowiedzieć nie mogą,

Ani ja nie mogę, bracia psy!

 

Więc uśniemy, umęczeni płaczem,

Może we śnie nam będzie lżej,

Gdy ujrzymy biedne sny sobacze,

Szare widmo naszej śmierci psiej.

 

Tam się płaski, niski raj ukaże,

Obwąchiwać będziemy boży próg,

I jak niegdyś do strapionych i nędzarzy,

Do psów przyjdzie zbawiający Bóg.