(Aktualizacja: PAŹDZIERNIK 2019)

 

Julian Tuwim

 

ODYSEUSZ

 

Noc deszczem uczerniona, atramentowa ulewa,

Rozchlustało się niebo ciemnymi pomyjami.

Przywiążcie mnie, przyjaciele, do ściany powrozami,

Bo w ogrodzie syrena okrutnie, przeciągle śpiewa.

 

W krzakach, wichrem porwanych, rzuconych widmem w okno,

Wije się wielką jaszczurką, śliska, dwupierśna, blada,

Uszy, na śpiew nanizane, zalepcie mi ziemią mokrą,

Bo się na muzę naprasza i dziwy opowiada.

 

Wspiął się ocean grzywiasty spienionym koniem-ogromem,

Rży niebo zachłystem burzy, chmury żubrami w puszczy.

Miotam się w izbach, żeglarz, głębina grzmi nad mym domem,

Ogród od śpiewu oszalał i straszną żałobą pluszcze.

 

Poniosło mnie, Noego, rzuciło, Odysa, w zamęt,

W kipiącą otchłań podróży, w dzieje moje człowiecze,

Panna, pieśniarka sina, księżycem ułudnym ciecze,

Przemienia się, roztapia w rosnący, słodki lament.

 

Kto dobry, niechaj mnie zwiąże, oczy zaleje ołowiem,

Kto najlepszy, niech poda szklankę strutego wina!

Stań, wierna Penelopo, nad mym śmiertelnym wezgłowiem,

Dzisiaj do ciebie wróciłem - i nowa się podróż zaczyna.

 

Widzisz? teraz we wszystkich oknach ta sama się wspina,

Gdzież ja oczy podzieję od srebrnołuskich jej guseł?

Słyszysz? w powódź uwodzi, niemiłosiernie jedyna,

Głosem pierwszej miłości, niepokonanym przymusem!

 

Przyciągnęła ocean, żeby mi wył pod oknami,

Niebu huczeć kazała nieustającym łoskotem

I coraz groźniej śpiewa, że miłość jest między nami,

Żebym się słodko nie łudził lubym pod strzechę powrotem.

 

Otwórzcie, otwórzcie okna w głąb krzyczącego ogrodu,

Topielcem w pieśń popłynę, kipielą pochłonięty!

Leć, ukochany domie, zerwij się z ziemi okrętem!

O, żono! O, przyjaciele! Doprawdy: nie ma powrotu.