(Aktualizacja: LISTOPAD 2019)

 

Julian Tuwim

 

NIEDOKOŃCZONA ELEGIA

 

Czemu płaczesz, czemu zawodzisz,

Siedząc nad rzeką Babilonu,

Zapatrzony w wodę lazurową?

Wiew gołębio-siwy skronie twoje chłodzi,

Niebo kołysze się miłosiernie nad głową.

 

‒ Z niebem w głębinie się chwieję,

Tonę, jak ono tonie.

Płaczę wielkość twoją i świetne dzieje,

Sine miasto, wieczny Babilonie!

 

Rozgwarem wszystkich narzeczy,

Formami miliarda rzeczy,

Dziełami wieków i tłumów

Wrzaskliwie do mnie gadasz.

Na wieżę, na ciężkie schody

Pną się zmęczone narody,

A ty się pod nimi toczysz,

Ulicami jak trup się rozkładasz.

Z suteren i poddaszy

Wyszliśmy biedni z nauczycielem naszym,

Świętym, wiedzącym człowiekiem.

Pięści zaciskał, krzyczał,

Ale nikt go nie słyszał,

Stratowali go natłokiem maszyn.

 

Grób zrosiliśmy łzami,

Sieroty pod gwiazdami,

Ciemni, gniewni i prości.

I rozproszyliśmy się, samotnicy,

Po grzmiącej pysznej stolicy

I nie ma nam słowa i mądrości.

Widziałem tam groźne domy,

Tysiącpiętrowe ogromy

Ze szkła, kamienia i stali.

Dźwigami, tłokami, windami

Czas pędził pod stopami,

Lawiną w przepaście walił.

 

Spod ziemi, jak błyskawice,

Biją świecące ulice,

Na place tryskając mrowiem:

W pętlice śmiertelne się wiążą,

Padają i krzyczą, krążąc:

„Skończył się człowiek!”

 

Nad ziemią w stalowej sieci,

W srebrnej trzeszczącej zamieci

Tłucze się ptactwo motorów,

W dal bożą, w ciemne bezkresy

Strzelają celne ekspresy

Ogniami meteorów.

 

Widziałem umarłą chwałę,

Dostojne trony zmurszałe

I puste komnaty złote,

Gruzy, nędzne pamiątki,

Sztandarów bezduszne szczątki

I armat głuchą martwotę.

 

Widziałem rozkosz i mozół,

Wolę, niewolę i rozum,

Miłość, cierpienie i grzechy,

Zbrodnię i wielkość, i świetność,

Nędzę, potęgę, szlachetność,

Ale nie ma samotnemu pociechy!

.   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .

 

1924